środa, 28 listopada 2012

We belive...

Akcja około świąteczna w tym roku rozpoczęła się wyjątkowo wcześnie . Ot zasiadła do tworzenia listu do Św. Mikołaja - a dokładnie do Gwiazdorka.

Zaczęło się bardzo poprawnie: Drogi Gwiazdorku! 

Potem to  już totalna jazda bez trzymanki. Długość listu śmiało mogłaby konkurować z reklamowanym obecnie papierem toaletowym a gdyby jaśnie szanowny Gwiazdor zdecydowałby się przynieść Ot choć część jej marzeń to ja wówczas poproszę nowy większy dom bo tu nie da rady .

Ale nie o tym miała być mowa . Chodziło o oprawę , zamysł był taki ,że będzie magicznie . Więc - kolorowy list, koperta o zapachu perfum Królewny Śnieżki,  przywiązany czerwoną wstążką do klamki i wystawiony za okno. Potem nastąpiły długie i baczne obserwację tego co za oknem i czy gdzieś daleko na niebie nie widać nadjeżdżającego Świętego. W końcu Ot usnęła . Wtedy do akcji wkroczył tata. List ściągnięty, zawieszone pudełko z cukierkami tak na znak ,że adresat otrzymał przesyłkę. Bynajmniej taki był zamysł. 

Rankiem:

- Ot sprawdzimy czy Gwiazdor zabrał list?

- Chyba nie ...

Szybki galop do okna , Ot ciągnie wstążeczkę , na końcu pudełko, błysk w oku, nerwowe rozpakowanie i...

- Ale ja chciałam, Barbie a nie cukierki ...

:/ Poczułam magię tych świąt. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz